Pierwsze przesłanki pochodzą z Komiksowej Warszawy, nie pomnę której edycji. Spotkałem się tam po raz pierwszy z kulturą zbierania tematycznych rysunków na kartkach. Wydawnictwo Taurus prosiło artystów by narysowali (a jakżeby inaczej) byka, ktoś się chwalił kolekcją aniołów, inny zbereźnik zbierał gołe baby… Utkwił mi w pamięci motyw Człowieka-batonu. Pomyślałem wtedy: „Fajne to, też bym może zaczął coś zbierać…? Tylko co?!”
Wiedziałem, że musi to być coś unikatowego, coś tylko mojego, jakiś niebagatelny motyw z którym się zidentyfikuje. I się w końcu znalazł. Na Poznańskim Festiwalu Sztuki Komiksowej 2022.
Lubię przyoszczędzić na rzeczach i usługach nie będących sensu stricte hobby komiksowym (bo na nie jestem gotów wydać bajońskie sumy), dlatego też jadąc do Poznania wylądowałem w najtańszym hosteu za 50zł/noc. Łóżko w pokoju 8-osobowym, koedukacyjnym. Zabawa się zaczęła kiedy domeldowały się 2 młode osoby. Chłopak i dziewczyna. Nie minęło długo a zobaczyłem w ich rękach zinki. „Ot, tu was mam, ptaszyny! Też jesteście z PFSK! – pomyślałem – no to chyba zagadam…”
Jak postanowiłem tak zrobiłem. Pierwsze lody szybko przełamaliśmy i rozmowa się gładko potoczyła dalej sama.
– Coś ci pokażę – powiedział w pewnej chwili Karol i wyciągną Fangę. Po szybkim przekartkowaniu otworzył stronę przedstawiającą narodziny smoka.
– No rewelacja, świetna kreska, fajne przedstawienie tematu. – już chciałem przejść do kolejnego tematu, gdy…
– To teraz pokażę ci coś jeszcze lepszego – powiedział wyciągając ten sam rysunek, tyle, że na A4… Na sekundę tryby w mojej głowie się zatrzymały. Ale dość szybko połączyłem puzzle: „Oryginał!”
– Ło, panie! Dużo żeś dał za ten rarytas?
– Nieee…~ Ot, parę ołówków. – Znowu czacha mi zadymiła, ale i tym razem doszedłem do właściwej konkluzji: oto przede mną siedział autor rysunku!
– O matko i córko! Pogratulować talentu! Jestem pod ogromnym wrażeniem. – na chwilę się zamyśliłem, po czym dodałem niepewnie – Słuchaj, a czy byś mi narysował takiego smoka na kartce…?
– Jasne! Nie ma sprawy, ale jutro, ok? Na festiwalu.
Jeszcze trochę pogadaliśmy i wreszcie udaliśmy się na spoczynek, zregenerować siły przed trudami konwentowego dnia.
***
Wstawszy ranka następnego udaliśmy się piechotą do Biblioteki Uniwersyteckiej, gdzie odbywało się wydarzenie. Znaczy ja się udałem na piechotę, Fangowa ekipa szła na przystanek. W każdym razie część drogi mieliśmy pokonać wspólnie. A wiodła ona przez park. W parku, tradycyjnie jeziorko, w jeziorku (a jakżeby inaczej) kaczki. Niby nic dziwnego, ale jakoś budziło niepokój Karola. W końcu nie wytrzymał.
– Słuchajcie, tamta kaczka się na mnie gapi! – wypalił.
– No i…? Kaczki gapią się na ludzi by wyżebrać chleb. Zignoruj ją, to się odczepi.
Nie wydawał się przekonany, ale podreptał grzecznie dalej, aż do wyjścia z parku. Tam przerwał ciszę która zapadła.
– Ta kaczka idzie za nami…!
– Eee… Nie…? Kaczki się trzymają swojego rewiru jeziornego. Nie opuszczają go. Zdaje ci się.
I tak podążaliśmy dalej, aż przyszedł czas by się rozdzielić: oni na przystanek, ja dalej z buta. Lecz nie długo trwała rozłąka – gdzieś w 2/3 drogi znowu się spotkaliśmy. Tramwaje w Poznaniu jeżdżą własnymi drogami, jak koty, i czasem się okazuje, że szybki piechur daje radę dotrzymać im kroku.
– Słuchaj – od razu odezwał się Karol – ta kaczka poleciała za nami, nie odpuściła!
– Wiesz co? Chyba masz jakąś nieprzepracowaną traumę… Jest taka choroba: Anatidefobia. To lęk przed byciem obserwowanym przez kaczkę. Spróbuj to przezwyciężyć! O, wiem! Pamiętasz tego smoka którego zgodziłeś się mi narysować?
– No, pamiętam. Co z nim?
– Narysuj jak zżera tą cholerną kaczkę!
Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.