
Jak to zauważyła tłumaczka: nie znam tego naukowca!
Fajnie było w kolejce. Jak stanąłem w ogonku byłem bodaj 3. Za mną ustawiła się jakaś dziewczyna (chyba upośledzona) z dziadkiem. Straszliwie przeżywała nadchodzące spotkanie. Prawie że dało się fizycznie namacać jej stres, że tak dużo osób przed nią, że nie zdąży itp.. Żal mi się jej zrobiło. Zagadałem, uspokajałem, że Jordi szybko wrysowuje, że przed nimi niewiele osób, że są we dwoje więc mogą wziąć 2 wrysy za jednym staniem, że zawsze mogą stanąć raz jeszcze w kolejce po pierwszej rundzie. Dziadek był wdzięczny, ale dziewczyna wciąż była niespokojna. Postanowiłem się więc posunąć dalej i ich przepuściłem w kolejce. Mały gest, a wzbudził tyle pozytywnej energii u tych ludzi.
Ale nic to, wracając do wrysu: praca powstała błyskawicznie. Tak błyskawicznie, że nie zdążyłem opowiedzieć skąd się wziął pomysł na kolekcję. Dla tego też odchodząc od stolika z już zarysowanym blokiem skierowałem swe kroki do już wspomnianej tłumaczki i to jej zrelacjonowałem przygodę Karola z kaczką. Na koniec zobowiązałem panią tłumaczkę by przekazała opowieść autorowi i udałem się na dalsze łowy.
Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.